2/25/2015

Rozdział 2 cz. I

Witajcie kochani! :D 
Jest środa, punkt 17 i tak, jak zapowiadałam, jest i kolejny rozdział. :) Nie spodziewałam się, że przez kilka dni uzbiera mi się aż ponad 100 wyświetleń i kilka komentarzy. Przeszło to moje najskrytsze oczekiwania, jesteście najlepsi! :D  
Jak widać po tytule, jest I część rozdziału. Zdecydowałam się go podzielić, bo jako jeden wyszedłby straaasznie długi, a z doświadczenia wiem, że takie nie zawsze się podobają (chyba, że macie inne zdanie, napiszcie w komentarzu ;) ).  
Komentujcie, komentujcie, komentujcie! :D 

Pozderki! 

Xantia 



Była w jakimś ciemnym, okrągłym pomieszczeniu. Czuła chłód wiatru przeszywającego jej cienką sukienkę gwałtownymi podmuchami. Stwierdziła, że znajduje się prawdopodobnie w jakieś wieży. Po chwili wyczuła, że nie jest sama. W kącie naprzeciwko ktoś stał, nie była jednak w stanie określić tożsamości tej osoby. Mrok, jaki tu panował, uniemożliwiał swobodne widzenie. Nagle usłyszała głośny odgłos kroków, zbliżało się co najmniej trzy osoby. Przerażenie, jaki tamtej chwili poczuła, nie mogła porównać z żadnym uczuciem, jakiego w życiu doświadczyła. A doświadczyła wiele. Samo patrzenie, jaki jej bliscy stawiają czoła niebezpieczeństwu podczas wojny było dla niej ciężkim przeżyciem, ale w tej chwili musiała się opanować i ukryć. Najdziwniejsze było to, że nie bała się tylko o sobie. Tajemniczy ktoś naprzeciwko stał tak samo sparaliżowany strachem, jak i ona. Wreszcie jej oprawcy wbiegli do pomieszczenie, lecz nie zdążyła zobaczyć ich twarzy. Nagle pokój wypełnił się oślepiającym, fioletowym światłem, który sprawiał wrażenie, że przeszywa ją na wskroś. Kiedy zamknęła oczy, oślepiona blaskiem, poczuła, że jej serce wypełnił tak przeraźliwy chłód, że na chwilę zabrakło jej tchu. Gdy z trudem je otworzyła, ujrzała przed sobą parę szarych oczu, które wpatrywały się w nią z pragnieniem i strachem, jakiego nigdy nie widziała. Były dla niej znajome, a jednocześnie niesamowicie obce. Po sekundzie w ich głębi mignął fioletowy płomyczek, który zmienił ich wyraz diametralnie: teraz  przepełnione były lodowatym wyrazem nienawiści. Chciała krzyknąć, że potrzebuje tego pożądliwego spojrzenia, za którym tęskniła od tak długiego czasu, ale nie zdążyła tego zrobić. Obraz przed nią stracił ostrość i po chwili poczuła, że upada. Ostatnim dźwiękiem, jaki usłyszała, był brzęk jakiegoś metalowego przedmiotu, upadającego na drewnianą podłogę. I westchnienie ulgi. 

Była druga w nocy, a Hermiona przebudziła się, wstrząśnięta wizją, jaka nawiedziła ja podczas snu. Oddychała szybko i płytko, a serce biło w tak oszalałym tempie, jakby dopiero co przebiegła mugolski maraton. Leżała sztywno w swoim wielkim łóżku i wpatrywała się we wzory wyszyte na baldachimie. Czarownica nie mogła pozbyć się z głowy spojrzenia, jakim obdarzyła ją ta tajemnicza osoba. Wzdrygnęła się, kiedy usłyszała chrapnięcie dochodzące z drugiego końca dormitorium. Nie bądź głupia, to tylko Gin-Gin, skarciła się w myślach. Chciała jak najszybciej znowu usnąć, ale przeżyty koszmar nie dawał jej spokoju. Coś w podświadomości mówiło jej, że wie do kogo należą te szare oczy, miała imię na końcu języka. Niestety nie zdołała sobie przypomnieć, bo już po minucie ponownie ogarnął ją sen. 

Hermz obudziła się o dziewiątej rano z dziwnym przeświadczeniem, że czegoś zapomniała. Spojrzawszy na łóżko Ginny, zarejestrowała, że jest puste. Pewnie poszła na trening, pomyślała, przeciągając się. Dziś był wielki dzień, jej randka z Zabinim. Na tę myśl uśmiechnęła się szeroko i wstała, aby zacząć się ubierać.  
Hermiona dzieliła dormitorium tylko z Ginny, z racji tego, że  jako Prefekt Naczelny Griffindor'u, mogła wybrać sobie współlokatorkę. Pokój prefekta był okazały. Duża komnata w kształcie prostokąta z ogromnym oknem wychodzącym na błonia, po którego obu stronach stały dwa podwójne łóżka z baldachimem i kotarami z czerwonej tkaniny, przetykanej złotą nicią. Obok każdego stały ładnie rzeźbione etażerki, na których prezentowały się pozłacane lampy z abażurem w kształcie głowy lwa. Początkowo, pokój wyglądał bardziej surowo: dębowe, ciężkie szafy i komoda, podłoga z lakierowanego dębowego drewna i obszerne zasłony w oknach nie sprawiały przyjemnego widoku. To dzięki Ginny komnata zyskała przytulność i przyjazny wygląd. Trzeba było przyznać, że dziewczyna miała dryg do urządzania wnętrz. Jej pomysłem było zamienić opasłe kurtyny przysłaniające piękny widok, jaki rozpościerał się za oknem, na złote firanki wykonane z lekkiego, jak piórko tiulu, który w żadnym stopniu nie wyglądał tandetnie. Do tego przyniosła z Nory karmazynowy, miękki dywan, na którym aż chciało się wylegiwać i zaczarowała żyrandol, aby dostosowywał intensywność światła w zależności od nastroju i pory dnia. Jednymi słowy, Ginny była najlepszą dekoratorką w Hogwarcie i nikt nie mógł temu zaprzeczyć. 
Hermz siedziała zamknięta w nowocześnie wyposażonej łazience, która także była dodatkiem specjalnym do pokoju prefekta. Czesząc swoje bujne włosy ulubioną szczotką, usłyszała głośne trzaśnięcie drzwiami, więc odruchowo rzuciła wszystko co trzymała w rękach i wybiegła do sypialni. Była pewna, że ktoś nieproszony wparował do jej komnaty, ale okazało się, że to Ginny. Dziewczyna miała rozczochrane włosy i była ubrana w strój od Quiditch'apod pachą trzymała miotłę. Wyraz jej twarzy nie wróżył niczego dobrego. 
-Grhgrhh, zabiję go kiedyś! - krzyknęła rudowłosa ze złością - Własnymi rękami go zabiję i wrzucę do jeziora! - kipiała. 
-Ginny, oddychaj, co się stało? - Herm chciała uspokoić przyjaciółkę. 
-Co się stało? Co się stało?! Harry się stał! Znowu przyczepił się do tego, że Seamus odprowadził mnie na trening i zrobił mi awanturę na oczach całej drużyny! Przecież Seamus to jest mój kumpel i mam prawo z nim rozmawiać, do cholery! Ale nie, Pan-Wielce-Najmądrzejszy-Uratowałem-Świat-Potter tego nie rozumie! To nie moja wina, że lepiej dogaduję się z chłopakami, a Seamus'a spotkałam po drodze, więc dlatego ze mną przyszedł na ten pieprzony trening! I jeszcze zapomniałam zostawić w szatni Nimbusa! - na te słowa rzuciła w kąt swoją miotłę, która z głuchym dźwiękiem odbiła się od ściany i upadła na podłogę. Hermz wiedziała, że Harry bywał czasami zazdrosny, w szczególności o Seamus'a, ale Gin-Gin się raczej tym nie przejmowała. Pierwszy raz widziała rudą w takim szale spowodowanym zachowaniem swojego chłopaka.  
-Porozmawiam z nim - zaproponowała Hermz, z nadzieją, że uda jej się nakłonić Harry'ego do zmiany postepowania. Tak, zrobię mu solidną pogadankę, pomyślała, odechce mu się aktów zazdrości. 
-Hermiona, ale nie rozumiesz, że to nic nie da? - wykrzyczała - On stwierdził, że każdy chce mu mnie odebrać i dłużej nie będzie tolerować moich wypadów z chłopakami. Co ja mam, kurwa, z nim robić? - w oczach dziewczyny zalśniły łzy wściekłości. 
-Ginerwo, chyba nie zamierzasz zakończyć waszego związku? Przecież jesteście ze sobą tacy szczęśliwi! - Herm nie ukrywała swojego zdziwienia. Potter & Weasley byli uznawani za najsłodszą, najbardziej dobraną parę w Hogwarcie. Ile to ona się nasłuchała o pięknych, zielonych oczach Harry'ego i jego uroczym uśmiechu, Ginny potrafiła gadać o tym bez przerwy. 
-Byliśmy - po twarzy rudowłosej popłynęły długo powstrzymywane łzy. Hermz od razu objęła przyjaciółkę, a ta wtuliła się w jej ramię i zaczęła szlochać. Gładząc ją po włosach, rozmyślała, że to by było okropne z jej strony, gdyby teraz wypaliła o swojej randce ze Ślizgonem. Ruda, jakby czytając jej w myślach, odsunęła się od Hermiony, starła wierzchem dłoni łzy z twarzy i zapytała: 
-Zmieńmy temat. Czego chciał od ciebie wczoraj Blaise? - wymuszony uśmiech pojawił się na jej obliczu. Hermz gorączkowo się zastanawiała, co jej odpowiedzieć, ale widząc wyczekujący wzrok, jakim obdarzyła ją przyjaciółka, zaczęła: 
-Och - jej głos był poddenerwowany - zapomniałam ci wczoraj opowiedzieć, ale... - na jej szczęście do dormitorium wpadła Luna. Krukonka ubrana była w szafirową sukienkę, idealnie zgrywającą się z kolorem jej oczu, i cienki, czarny płaszczyk. Platynowe włosy związała w luźny warkocz, który spoczywał na jej ramieniu, a na głowie założone miała okulary przeciwsłoneczne. 
-Wstawać, wstawać dziewczęta, zobaczcie jaki mamy piękny dzień! - jej perlisty głos wypełnił cały pokój - Cudowna pogoda na nasz wypad do Hogsmeade! - powiedziała śpiewnie. 
Ginny spojrzała z radością na Krukonkę, lecz po chwili jej wzrok przygasł - Ja niestety dzisiaj odpadam, jakoś nie najlepiej się czuję - Hermz wiedziała, że rudowłosa potrzebuje chwili samotności, żeby poukładać sobie w głowie sprawę z Potter'em. 
-Gin-Gin, ględatek chyba uszkodził ci mózg! Nie wygłupiaj się, tylko dawaj na zakupy! - widać było, że Lunny jest w swoim żywiole, ale na widok zrezygnowanej miny rudej, zwróciła się do Hermiony - A ty, Hermz? Idziesz na mały shopping? Ostatnio widziałam takie świetne buty w tym nowym butiku na końcu ulicy, no normalnie cudo - rozmarzyła się blondynka. To właśnie Luna wymyśliła ich przezwiska: "Hermz", "Gin-Gin" i "Lunny" i dzięki, niej w ten sposób zwracała się do niech cała szkoła. Hermiona popatrzyła na Ginny z zaniepokojeniem. 
-Idź, poradzę sobie - dziewczyna starała się brzmieć pewnie - Po prostu muszę trochę pomyśleć. 
-Jesteś pewna? - Herm nie chciała, aby Ginny czuła się samotna ze swoim problemem. 
-Tak - rudowłosa uśmiechnęła się - Kupcie mi coś w Miodowym Królestwie, najlepiej motyle skrzydełka w cukrze, dawno ich nie jadłam - zawsze, kiedy Gin-Gin była w ponurym nastroju, zajadała się słodkimi skrzydełkami motyli, więc Hermiona stwierdziła, że przynajmniej tak może poprawić jej humor. 
-Nie ma sprawy, kochana! - Luna obdarzyła rudą ciepłym uśmiechem - Chodź, Hermz, musimy się już zbierać. - Dziewczyna wzięła Hermionę pod rękę i razem opuściły dormitorium. Kiedy przeszły przez portret Grubej Damy, Lunny nie wytrzymała i zaczęła maglować Herm pytaniami o nie najlepsze samopoczucie Ginny. 
-Kłopoty w raju - odpowiedziała zdawkowo Hermiona, nie chcąc wtajemniczać Luny - plotkary w problem rudowłosej z Potter'em 
Hermz musiała przyznać rację Lunie, pogoda, jak na wrzesień, była fenomenalna: bezchmurne niebo i grzejące cieplutko słońce udzieliły się każdemu. Drogą do Hogsmeade szły większe i mniejsze grupki uczniów, którzy pragnęli zrelaksować się w Trzech Miotłach, przy butelce piwa kremowego. Herm zauważyła ekipę Ślizgonów, idących kilkadziesiąt przed nimi, którzy także zmierzali w stronę wioski. Wszyscy, niezależnie od płci, byli ubrani w barwy domu Węża. Po chwili ujrzała, że ktoś z gromadki odwraca się i jej macha. Widząc Zabi'ego, którego śnieżnobiały uśmiech dało się dostrzec nawet z takiej odległości, nie mogła się nie odwzajemnić, więc wyszczerzyła się i mu odmachała. Mina Luny była bezcenna. Od razu zaczęła przepytywać Hermionę, od kiedy zadaje się z Blasiem, więc ta postanowiła opowiedzieć jej całą historię. Resztę drogi spędziły na chichotaniu i obgadywaniu tyłeczka Zabini'ego i innych przystojniaków z jego domu. 


Draco był dzisiaj w podłym humorze. Nie dość, że Astoria, całą drogę z Hogwartu, zanudzała go swoimi wywodami na temat odcieni lakierów do paznokci, to jeszcze Blaise głupkowato machał do tej szlamy, Granger. Astoria, widząc to nie omieszkała się skomentować sytuacji: 
-Wywłoka - powiedziała z jadem w głosie. 
-Z waszej dwójki, raczej powszechnie wiadomo, kto ma opinię wywłoki, Greengrass - odgryzł się Zabe, który lubił brunetkę w takim stopniu, w jakim lubił wąchać łajnobombyDraco nie miał mu tego za złe, chodził z nią dla zasady. 
-Odszczekaj to, Zabini! - w jej głosie pobrzmiewała furia. 
-Och, daj już spokój - lodowaty głos Malfoy'a i spojrzenie, jakim ją obdarzył, sprawiły, że dziewczyna zamilkła. - Idź do swoich "przyjaciółeczek", chcę pogadać z Blaise'm. - odgonił ją ręką, jakby odpędzał jakąś wyjątkowo natrętną muchę. Astoria tylko spojrzała na niego ze złością i nic nie mówiąc, odeszła dumnym krokiem. 
-Kiedy się pozbędziesz tej pustej idiotki Greengrass? - skrzywił się Zabe 
-Wiesz, że na razie jest mi potrzebna, żeby się starsi nie spinali do mnie, że nie mam dziewczyny. O dziwo, Astoria przypadła im do gustu. - na te słowa także się skrzywił. 
-No to niezły gust mają państwo Malfoy, nie ma co, stary. 
-Ty też najlepszego to nie posiadasz, nadal nie mogę zrozumieć, co ty widzisz w tej szlamowatej GryffonceDraco zastanawiał się nad tym całą noc, ale nic nie wywnioskował. 
-A co ty się tak zainteresowałeś Hermioną, co? - Zabi obdarzył przyjaciela przenikliwym spojrzeniem - Po prostu spodobała mi się i tyle. - uśmiechnął się pod nosem, lecz w jego oczach dało się dostrzec pewien rodzaj strachu, tak, jakby coś sobie nagle przypomniałMalfoy nie odpowiedział nic, więc do Hogsmeade doszli w ciszy, rozmyślając, Blaise o szykującej się randce, a Dracon o dziwnym zachowaniu kumpla. Nagle, koło nich znalazła się Pansy, która nie była zbytnio lubiana w żeńskiej części Slytherin'u. 
-To, jak chłopcy, kierunek Trzy Miotły i po piwku? - brązowe oczy dziewczyny zalśniły w słońcu. 
-Wiecie co, ja na razie odpadam, muszę się czymś zająć. - powiedział Zabe, puszczając oczko Ślizgonce. - Theo? Idziemy? - krzyknął do bruneta, zamykającego grupę Ślizgonów. 
-Tak, chodź, póki jeszcze otwarta! - odkrzyknął Nott, skręcając w boczną uliczkę wioski. 
-To do zobaczenia! - powiedział na odchodnym i pobiegł w stronę znikającego mu z oczu kolegi.  
-Parkinson, o co chodzi temu debilowi, ostatnio dziwnie się zachowuje, - Draco spojrzał na przyjaciółkę, która z dziwnym wyrazem twarzy wpatrywała się w jego innego kolegę z drużyny, Terence'a. - Słuchasz mnie? - dopytywał się zniecierpliwiony, tracąc ostatnie resztki humoru. 
-Co? Ach, tak... - powiedziała rozkojarzona Pansy. - To znaczy, słyszałam od dziewczyn, że Zabi miał kupić kwiaty jakiejś pannie i dlatego wybrał się do Blumen'a z Nott'em. - jakiejś pannie, mówisz, pomyślał z przekąsem Draco, już ja za dobrze wiem, kto dostanie niezasłużony bukiet. - Chodź, trzeba zająć sobie dobre miejsce w Trzech Miotłach, póki nie ma jeszcze tłumów. - dziewczyna ruszyła szybkim krokiem w stronę gospody, chcąc zamaskować rumieńce, jakie wypłynęły na jej twarz, kiedy  Malfoy przyłapał ją na gapieniu się na Higgs'a. Kiedy weszli, Madam Rosemary uśmiechnęła się i wskazała ich ulubione miejsce. Usiadłszy przy stoliku ustawionym na uboczu w rogu, tuż przy oknie, z którego można było obserwować każdego w karczmie, samemu nie będąc widzianym, Draco wypowiedział zaklęcie wyciszające, aby nikt nie mógł usłyszeć ich rozmowy. Po chwili na ich stoliku pojawiły się dwa kufle pełne złotego, pieniącego się trunku. 
-A po co mu do tego Theo? Przecież ten głąb nie odróżnia rzepy od dyni, a Blaise każe mu wybierać kwiaty? - Dracon powrócił do poprzedniego tematu. 
-No może z zielarstwa to nie przoduje, ale za to dobrze mu idą zaklęcia. Zabe chce, żeby trochę zmodyfikował róże, jakie ma zamiar kupić swojej wybrance. - wytłumaczyła Pansy. Przez umysł Malfoy'a przebiegła błyskawiczna myśl, że róże to nie jest dobry wybór, lecz już po chwili jego głowę zajął inny temat. 
-Dobra, mniejsza - powiedział. Teraz musi się zrelaksować, a ostatnimi czasy, jedyną osobą, przy której był w stanie się odprężyć, była Parkinson. - Czyżby podobał ci się nasz "Cudowny Pałkarz", jak to określił MacMillan podczas meczu? - na te słowa poruszył porozumiewawczo brwiami. Na wzmiankę o Terence'sieŚlizgonka zrobiła się cała czerwona. - Och, nie ukrywaj, widzę, że coś się dzieje! - Draco lubił dokuczać przyjaciółce, szczególnie jeśli chodziło o jej sympatie. Momentalnie, jego nastrój się poprawił. Dlatego właśnie uwielbiał spędzać czas z Pansy, choć niekoniecznie się do tego przyznawał. 
-CoooJaaa? No coś ty! - nieudolne próby tłumaczenia się jeszcze bardziej utwierdziły go w przekonaniu, że coś jest na rzeczy. Popatrzył na nią wzrokiem "Serio? Uważasz, że jestem ślepy?". - No dobra, dobra, podoba mi się zadowolony? - dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało - Ale sobie nawet nie wyobrażasz, jak on mnie zawstydza. Przy Higgs'ie nie potrafię wyksztusić ani słowa! Ogarniasz? - Parkinson była jedną z najbardziej wygadanych dziewczyn w Hogwarcie, więc dziwne było, że wstydzi się zagadać do chłopaka. 
-A czym cię on onieśmiela? - zdziwił się chłopak - Przecież, żeby nakłonić go do wypowiedzenia choć słowa, Graham musi go strzelić tłuczkiem, a i to czasem nie skutkuje. Ten gość to enigma. - Draco nie wyobrażał sobie Pansy idącej za rękę z Higgs'em, ba, rozmawiającej z nim. 
-Chyba właśnie dlatego mi się spodobał, taki tajemniczy... - rozmarzyła się dziewczyna. Po sekundzie otrząsnęła się i zmieniła temat - A jak u ciebie i Astorii, po staremu? - już Draco chciał odpowiedzieć na pytanie przyjaciółki, kiedy do gospody weszli nowi goście. Jakie było jego zdziwienie, kiedy ujrzał... 

3 komentarze:

  1. Hej :* To znowu jaa <3 <3 Rozdział mi się podoba, ale mam nieodparte wrażenie że zdrobnienie Gin-Gin wzięlo sie od Bon-Bon z TVD :). Jesli chodzi o rozdzial... . Po prostu kocham cie za to : Pan-Wielce-Najmądrzejszy-Uratowałem-Świat-Potter . Nie mogłam przestać się śmiać :D. Tak tylko troche mało opisów, głownie same dialogi :/. A będziesz opisywac te sytuacje gdy oni się w sobie zakochiwali ( w sensie przeszłość ) ? I oczywiscie,że lubimy długie rozdziały . Specjalnie dla Ciebie zajrzałam na Twojego bloga, bo skojarzyłam sobie, ze dzisiaj nowy rozdział, więc mogłabys to wynagrodzić dłuuuuuuuuuuuugim rozdziałem :) Życzę weny Twoja Wierna Czytelniczka ^-^ Hah

    OdpowiedzUsuń
  2. Hermz, Gin-Gin, Zabi, Zabe, Lunny... - wiem, że to twój pomysł, styl. Wiem nawet, że 90% autorek (w tym ja), ma w swoich historiach "Draczego", ale no nie mogę się przez to pozbyć wrażenia, że to postaci są jakieś nierealnie groteskowe, jak z kabaretu :) Rozumiem lekkość fabuły, jaka tu panuje, ale mimo to ciężko, mi się przekonać :) śmieszyły mnie reakcje Draco i tekst o "niezasłużonym" bukiecie. Nie wiedziałam, że jest na tyle wrażliwym facetem, by oceniać czy jakaś laska zasługuje na kwiaty czy nie, ale to kolejna z cech, jakie nadałaś tej postaci i trzeba go taki zaakceptować. Najbardziej podobał mi się motyw snu na początku - intrygujące. Fajny opis pokoju Prefekta - dokładny i działający na wyobraźnie.
    Życzę Ci weny w dalszym tworzeniu :)
    Venetiia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze rozdział fajny... Naprawdę fajny ale mam parę uwag kochana. Nie ich zdrobnienia do mnie nie przemawiają. Niestety taka jestem. Skup się trochę bardziej na opisywaniu sytuacji w której bohaterowie prowadzą dialogi :) Taka mała sugestia, po prostu czytając ma się wrażenia jakbyś przeskakiwała z dialogi do dialogu :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy ślad Waszej obecności, w postaci nawet najkrótszego komentarza. To naprawdę napędza mnie do dalszego działania! :)