2/21/2015

Rozdział 1

Hej wszystkim! :D 
Wybiła godzina 17, jest więc i pierwszy rozdział! :) Według mojego wstępnego planu, kolejne rozdziały będą pojawiały się w środy i soboty w godzinach 17-18, wszystko zależy od nawału zajęć w danym tygodniu. Jak na razie, jestem trochę do przodu, więc nie powinnam spodziewać się jakiegokolwiek poślizgu czasowego. :) 
Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Od razu mówię, że relacja Draco - Hermiona będzie raczej rozwijać się powoli, ale nie zniechęcajcie się, wszystko w swoim czasie. :D 
  
Enjoy! 
   
Xantia 


Uczniowie tłoczyli się przed wejściem do Wielkiej Sali, opowiadając z radością o zeszłych wakacjach. Była już połowa września, a ekscytacja minionymi wydarzeniami nadal trwała. Ostatnie dwa miesiące były szczególnie wyjątkowe, czarodzieje mogli wreszcie odetchnąć od Voldemorta i Śmierciożerców i spędzić swój czas na odpoczynku z rodziną Wszyscy cieszyli się z wygranej Bitwy o Hogwart, nawet Ślizgoni, którzy teoretycznie zostając pokonani,  przeszli na dobrą stronę,  z zadowoleniem zajmowali miejsca przy swoim srebrno - zielonym stole. Na śniadanie podano do wyboru: owsiankę, tosty, rogaliki i dżemy o najróżniejszych smakach, a do tego sok dyniowy lub parująca wesoło w dzbankach kawa, więc przez chwilę w Wielkiej Sali panowała cisza, przerywana niekiedy odgłosami sztućców i pucharów.  
Hermiona siedziała razem z innymi Gryfonami przy czerwono - złotym stole i przegryzając rogalika z dżemem śliwkowym, rozmawiała z siedzącymi naprzeciwko niej Ginny i Harrym, obok których, nieco w odosobnieniu, ze spuszczoną głową, spoczywał Ron. Niestety ich związek nie przetrwał próby czasu, który spędziła wraz z Luną na poszukiwaniu rodziców, by odwrócić zaklęcie zapomnienia. Po jej powrocie, Weasley stwierdził, że jedyne, co ich łączy to przyjaźń, z czym Hermz w głębi serca się zgadzała, co zaskutkowało oziębieniem się ich relacji do granic możliwości. Od tamtej pory rozmawiali ze sobą może ze trzy razy, za każdym na temat szkoły czy nauki. Za to związek Harry'ego z Ginny kwitł, co chwilę można ich było spotkać na korytarzu, szczebiocących w najlepsze, choć czasami zdarzało się, że Gryfon objawiał przejawy chorobliwej zazdrości. Mimo to, Hermiona cieszyła się ze szczęścia przyjaciół, ale bywały chwile, najczęściej gdy ich rozmowa dotyczyła Quiditch'a, że miała ochotę przekląć ich czymś ohydnym. Ku zadowoleniu Herm, obecnie toczyła się dyskusja o nauczycielce transmutacji, więc chętnie do niej dołączyła, z racji tego, że był to jej ulubiony przedmiot. 
-O czym ty mówisz, Harry, McGonagall i Dumbledore? - powiedziała z zainteresowaniem. 
-No mówię ci Hermz, że Minerwa ma coś do starego Dumble'a! - mówił Harry z ekscytacją - Dziś rano testowałem nową miotłę, Nimbusa 3000 - musiał się pochwalić, pomyślała Hermz -  i widziałem ich spacerujących po błoniach. Szli pod rękę! 
-Harry, nie podniecaj się tak - powiedziała Ginny z rozbawieniem na widok ożywienia swojego chłopaka - przecież nie od dzisiaj wiadomo, że oni się przyjaźnią, a oboje są już na tyle wiekowi, że wygodniej im chodzić pod rękę - tłumaczenie Ginerwy wydawało się sensowne. 
-Ale nie widziałaś jak oni na siebie patrzyli, tak jakby świata poza sobą nie widzieli! - fascynacja Pottera osiągnęła apogeum, bardziej tylko entuzjazmował się Quiditch'em. 
-Czyli tak jak wy, moje gołąbeczki - zażartowała Hermz, uśmiechając się promiennie. Na te słowa oboje się wyszczerzyli, i obdarzyli krótkim całusem, na co Ron zareagował cichym westchnieniem.  
-Co, stary, nie powodzi ci się z panną Abbott? To westchnięcie nie wróży niczego dobrego. - reakcja ścigającego była błyskawiczna. 
-Ech, szkoda gadać... - Ron zrobił się czewony, jak jego włosy i jeszcze bardziej się przygarbił. Herm wiedziała, że rudzielec nie zwierzy się przyjacielowi w jej obecności, więc stwierdziła, że zabierze Ginny, by chłopcy mogli w spokoju porozmawiać. 
-Ej, Gin-Gin, co masz teraz? - powiedziała do przyjaciółki, posyłając jej porozumiewawcze spojrzenie. Ruda uniosła brwi na ułamek sekundy i szybko odpowiedziała - Eliksiry ze Snape'em - jej głos przesycała nieudawana niechęć - Lepiej zacznę się zbierać, miałabym przechlapane, gdybym spóźniła się na pierwszą lekcję z tym Nietoperzem. 
-O idealnie, ja mam zielarstwo, chodź, odprowadzę cię - Hermz wiedziała, że to nie po drodze, z resztą wnioskując ze spojrzenia Pottera, było to raczej nieudolne kłamstewko, na szczęście na dla niej nic nie powiedział. Chłopak spojrzał tylko z konsternacją na Rona i pożegnał się, najpierw soczystym całusem z Ginny, czego Weasley udawał, że nie widzi, a potem z Herm, krótkim - Do zobaczenia w szklarni! 
Kiedy przyjaciółki oddaliły się od stołu, pospiesznie ruszyły w stronę wyjścia z Wielkiej Sali, bo Gin-Gin na serio nie chciała podpaść wrednemu nauczycielowi. Gdy miały się już żegnać, Hermiona usłyszała, że ktoś ją woła. Na widok zbliżającego się pewnym krokiem Blaise'a, obie czarownice automatycznie poprawiły włosy i wygładziły szaty. Zabini był jednym z największych przystojniaków w Hogwarcie, który wraz z Draco Malfoy'em i kilkoma innymi Ślizgonami tworzył "elitę" szkoły. Mimo, że stosunki Gryffindor - Slytherin po wojnie ociepliły się,  Herm i Ginny były zaskoczone, że Zabi coś od nich chce. Czarnoskóry adonis podszedł do dziewczyn i z czarującym uśmiechem się przywitał. 
-Hej Hermz, cześć Gin-Gin - w jego ciemnych oczach tańczyły iskierki - Hermiono mam do ciebie pytanie dotyczące transmutacji - na te słowa Ginny automatycznie przygasła i stwierdziła, że nie będzie im przeszkadzać, więc tłumacząc się zajęciami z Snape'em, odeszła szybkim krokiem przez korytarzem w stronę lochów. Hermz od dawna wiedziała, że mimo, iż jej przyjaciółka była w szczęśliwym związku z "Panem Zbawcą Świata", Zabini wywoływał u niej dreszcze podniecenia i ewidentnie jej się podobał. 
-Czego chciałbyś się dowiedzieć, Zabi? - Herm siliła się na spokojny ton, ale obecność chłopaka troszeczkę ją stresowała, nie wiedziała zbytnio czemu, bo Blaise, choć nieziemsko przystojny, nie był raczej w jej typie - Jeśli chodzi o to zaliczenie, o którym McGonagall ostatnio wspominała, to... - na widok rozbawienia "adonisa" przerwała swój monolog. 
-Oj Hermz, ty to byś tylko o nauce nawijała. - powiedział ze śmiechem. 
-Przecież sam przed chwilą...  
-Wiem, wiem, ale to był tylko pretekst, żeby ruda sobie poszła - znowu jej przerwał, szczerząc się do niej - chciałem się zapytać, czy wybierasz się jutro ze mną do Hogsmeade na małego drinka do "Trzech Mioteł"? - mówiąc to cały czas patrzył w jej orzechowe oczy. Hermionę totalnie zatkało i przez chwilę tylko patrzyła się na kolegę, analizując w głowie to, co przed chwilą miało miejsce. Zabi, czekoladowe ciasteczko, na którego ostrzy pazurki prawie cała żeńska część szkoły, zaprosił ją na randkę, a ona nie widziała, co odpowiedzieć, więc nadal gapiła się na niego głupio. 
-Hej, baza do Hermzhaloo? - przystojniak pomachał jej dłonią przed twarzą, w nadziei, że wyrwie ją z transu. Na jego twarzy malowało się samozadowolenie, że tak wpłynął na Gryfonkę. 
-Och, przepraszam, zupełnie mnie zaskoczyłeś - powiedziała wolno czarownica - Hmmm... Myślę, że to się uda zrobić, miałam iść jutro z Ginny po kilka rzeczy do wioski, więc chętnie się tam z tobą spotkam. - A co i tam, pomyślała, może być całkiem fajnie, zwłaszcza, że Zabi był najzabawniejszym chłopakiem na roku, pomyślała. 
-Okej, to świetnie - powiedział wyraźnie uradowany - To dogadamy się na kolacji, co do szczegółów, bo teraz muszę lecieć na boiskoDraco mnie nieźle opierdzieli, że nie zjawiłem się na porannym treningu, ale w końcu, kto chciałby ominąć takie śniadanie jak dziś. Tdżemory... - udał rozmarzenie, klepiąc się teatralnie po brzuchu. Na ten widok, Hermiona zachichotała - To do zobaczenia, Hermz - puścił jej oczko i pognał w kierunku błoni. 
-Kto by pomyślał, ja i Zabi. - powiedziała do siebie. Dopiero po chwili zorientowała się, że jeśli teraz nie pobiegnie do szklarni, spóźni się na zielarstwo, a to byłoby dla niej hańbą. 
Hermiona wbiegła do pomieszczenia wraz z dzwonkiem, chwaląc siebie, że w czasie wakacji, poświęciła trochę wolnego czasu na bieganie po obrzeżach Londynu. Od razu podeszła do swojego stanowiska, gdzie czekał na nią Neville, pupilek pani Sprout. Na wstępie, nauczycielka wytłumaczyła nieobecność Ślizgonów na lekcji, w związku z przygotowaniami do Turnieju Quditch'a, co u Gryfonów wywołało nie lada oburzenie. Dopiero wtedy, Herm zrozumiała, czemu przy zielono - srebrnym stole siedziały prawie same Ślizgonki i nigdzie nie było widać elity, która, jak się okazało, w czasie śniadania ciężko trenowała na błoniach. W sumie ucieszyła się z braku uczniów ze Slytherin'u, bo dzięki temu mogła skupić się dzisiejszym zajęciu, a mianowicie przesadzaniu kłaposkrzeczek, bo w innym wypadku, byłaby rozpraszana przez zimne marudzenie i niewybredne uwagi na jej temat Malfoy'a, któremu wtórowałaby reszta jego bandy. Przez całą godzinę zastanawiała się, że jak to się stało, że najlepszy przyjaciel Draco, nielubianego przez nią Ślizgona, którego prezencja, gracja i cały styl bycia podobał się każdej uczennicy w wieku 14-18, które co chwilę wzdychały na jego widok, zachwycając się jego urodą i elegancją, zaprosił Hermz na randkę. Na Godryka, pomyślała Herm machinalnie przysypując przesadzone przez Longbottom'a rośliny, ale ja jestem głupia. Blaise na pewno zaprosił mnie na to głupie spotkanie, bo ten podły Malfoy mu kazał. Na pewno wymyślili jakiś "super-śmieszny", czytaj wredny numer, i  chcą pokazać, jaka ja jestem naiwna. Herm poczuła się zawiedziona, że tak dała się nabrać. Chociaż z drugiej strony, Zabi wydawał się naprawdę przejęty tym spotkaniem. Szczerość, z jaką się jej o nie pytał, dało się od razu wyczuć, więc czarownica postanowiła, że nie będzie się dalej nad tym rozwodzić. Będzie, co będzie, rzadko zdarza się taka sytuacja, że Ślizgon zaprasza gdziekolwiek Gryfonkę, a w szczególności mugolaczkę, ale kto wie, wojna zmieniła wszystkich, bez wyjątku.  
Kiedy Hermiona zaczęła ustawiać na półkach przesadzone kłaposkrzeczki, podszedł do niej Harry i gestem powiedział, żeby udawała, że go nie widzi i nadal grzebie coś w doniczkach. Przeszedł na drugą stronę regału i po chwili, dziewczyna usłyszała cichy szept. 
-Zachowuj się tak, jakbyś mnie nie widziała, dobra? - powiedział Potter. 
-Okej, ale o co chodzi? Coś z Ronem? - wbrew pozorom, Hermz nadal przejmowała się swoim rudym, byłym chłopakiem.  
-Ron kazał mi nic nie mówić, ale on ma problem z Hanną - na dźwięk imienia swojej następczyni Herm zesztywniała. 
-Potter - powiedziała lodowatym tonem. Zawsze się zwracała do przyjaciela po nazwisku, kiedy ją denerwował - przecież wiesz, że mnie nie interesuje życie uczuciowe ani Rona ani tej wrednej blondyny Abbott. - powiedziała stanowczo. 
-Tak, ale, ale... - dukał Harry. 
-Co takiego zrobił Ron, że Hanna się do niego teraz nie odzywa? - Hermiona zauważyła, że coś jest pomiędzy nimi nie tak, kiedy zobaczyła, jak Abbot wypłakuje się na błoniach w rękaw Susan Bones, ciemnowłosej Puchonki. Harry zrobił skwaszoną minę i powiedział. 
-No bo oni ostatnio, no wiesz, chcieli pójść do łóżka - Herm nie czuła się wcale zaskoczona, wspominając razy, ile to Ron i ją chciał do niego, nieumiejętnie, zaciągnąć. Odetchnęła głęboko, bo w tym momencie dowiodła tego, że nie czuje już nic a nic do Weasley'a i ze spokojem powiedziała: 
-Kontynuuj. - Herm emanowała obojątnością. 
-No i już miało dojść do czegoś, kiedy Hanna wypaliła, że jest dziewicą. - o nie, już widziała, jaką reakcję musiało to wywołać u Rona. 
-Wyśmiał ją? - Hermz wiedziała, że taka nowina musiała nieźle zestresować niedoświadczonego rudzielca, co skutkowało niepohamowanym wybuchem śmiechu. 
-Łatwo się domyślić, co? - westchnął Potter - W każdym razie Hanna, pół naga, wybiegła z dormitorium zanosząc się płaczem, a Ronald - gryfon zawsze nazwał go pełnym imieniem, kiedy nie był z niego zadowolony - nawet nie pofatygował się, żeby ją dogonić i jej to wytłumaczyć - szept Harry'ego wraz z wzrastającym oburzeniem, przekształcił się w donośne fuknięcie, które z prędkością błyskawicy zamienił w udawany kaszel. 
-Tylko mi nie mów, że mam z nią pogadać - powiedziała z nadzieją Herm. 
-Hermz, proszę cię, ona ciebie wysłucha, sam chciałem dziś do niej zagadać, ale ta Bones tylko ochrzaniła mnie, jakbym to ja był wszystkiego winien. 
-Nie, Harry, nie mam zamiaru mieszać się w sprawy Rona i jego dziewczyn. Poproś Ginny, ona na pewno się zgodzi. - Herm nie miała ochoty na tłumaczenie Weasley'a przed jakąś rozhisteryzowaną panną. Co miałaby powiedzieć? Że Ron taki jest, że śmieszą go dziewice? To było niedorzeczne i Hermiona postanowiła wracać do Neville'a, który walczył z niespotykanie głośną kłaposkrzeczką. 
-Ale Hermzbła... 
-Temat skończony, radźcie sobie sami. - Hermiona była bardzo zdenerwowana tym, że jak tylko rudy ma jakiś problem, to przysyła kumpla, zamiast sam poprosić o pomoc. Dziewczyna zdenerwowała się jeszcze bardziej, kiedy uświadomiła sobie, że to nie tylko przez sytuację z Gryfonami, jej humor uległ tak diametralnej zmianie. Ziarenko wątpliwości, co do prawdziwych intencji Blaisa zdążyło zakiełkować w czasie lekcji i teraz czuła się tak skonfundowana, że nie widziała co ze sobą zrobić. Na szczęście zadzwonił dzwonek, obwieszczający koniec zielarstwa, więc z ulgą, zdjęła poplamione ziemią fartuch i rękawice i ruszyła do Głównego Holu, mając nadzieję na łyk świeżego powietrza, który uspokoi jej skołatanie nerwy. Wychodząc przed szkołę, ujrzała szybującą wysoko w powietrzu drużynę Slytherin'u, ubraną całą w barwy domu. Najbardziej w oczy rzucała się dynamiczna gra pomiędzy Zabini'm a Malfoy'em, więc postanowiła trochę się im poprzyglądać, w nadziei, że  z ruchu ich mioteł wyczyta odpowiedzi na trapiące ją wątpliwości. Nawet się nie spostrzegła, jak koło niej pojawiła się jej druga najlepsza przyjaciółka - platynowa Krukonka, o zawsze rozmarzonych, srebrno-niebieskich oczach - i po chwili obie dziewczyny siedziały na trawie komentując z przejęciem przystojniaków na miotłach nad nimi. 




-Coooooooooo?! - na słowa swojego kumpla Draco o mały włos nie spadł z miotły, szybując na wysokości prawie tysiąca metrów. Nie dość, że tamten spóźnił się o całą godzinę na trening, to jeszcze wygłasza mu takie niedorzeczne rewelacje. 
-Tak, z GrangerHermioną Granger z Gryffindoru - artykułował powoli Zabi - rozum ci przytępiło od tej wysokości? - Zabini był w niezwykle dobrym humorze. 
-Jak mogłeś umówić się z tą SZLAMĄ? - szok nadal nie opuszczał twarzy Dracona - i to jutro, kiedy mieliśmy wybrać się z chłopakami do Hogsmeade, by zawczasu celebrować nasze zwycięstwo z Puchonami! - Ślizgon nie oczekiwał po domu Grubego Mnicha zbyt wysokiego poziomu gry. 
-Szlama czy nie, musisz przyznać, że z Hermiony teraz nieeezła laska - widać było, że Blaise'a nie ruszają obiekcje przyjaciela. - A do tego super intaligentna i wygadana, nie wiem, jak to się stało, że wcześniej jej nie zauważyłem - Zabi zamyślił się. 
-Może dlatego, że kiedyś miałeś jakiś poziom i umawiałeś się z naszymi, ślizgonskimi dziewczynami, a nie z mugolaczkami! Nie mówiąc o tych żarcikach, jakimi obdarzasz na lekcjach rozanielone Puchonki! - prychnął Draco. On, jak przykładny członek Slytherin'u, chodził z może nie najinteligentniejszą, ale za to najgorętszą laską z Domu Węża, Astorią Greengrass, śliczną brunetką o zielonych oczach. Chłopak nie darzył jej jakimś większym uczuciem, ważny był fakt, że większość chłopaków z Hogwartu zazdrościło mu takiej dziewczyny oraz to, że razem prezentowali się doskonale. On blondyn o platynowo-szarych oczach, ona brązowowłosa, gibka i oczywiście świetna w łóżku, do którego nietrudno było ją zaciągnąć, stanowili najbardziej pożądaną parę w szkole.  
-Weź Drackie nie przynudzaj - Zabini uwielbiał denerwować kumpla - czasy się zmieniły, stary. Teraz można korzystać z bogatych zasobów całej budy, nie trzeba się ograniczać do jedynie jednego, pistacjowego kawałka tortu. Jagodowy, waniliowy i truskawkowy, zwłaszcza truskawkowy, są tak samo pyszne, może nawet lepsze! - porównanie Zabi'ego rozbroiło Malfoy'a, ale żeby nie dać po sobie poznać i skończyć tę nie prowadzącą do nikąd konwersację, udał, że zauważył złoty znicz i zanurkował, przecinając z zawrotną prędkością powietrze.  
Całą resztę treningu zastanawiał się, co zmieniło się w życiu Blaise'a, który jeszcze przed wojną, nienawidził innych domów tak samo, jak on. Wiadomo, że po wojnie wszyscy się pogodzili, ale to nie oznaczało poniżania się do poziomu tych pustych idiotów z Hufflepuff'u czy Ravenclaw'u. Ale co to obchodziło Zabi'ego? Będzie chodził na randki z Gryfonką, w dodatku z Granger! Przecież ta szlamowata dziewczyna nie była nawet ładna, a do tego jej ciągłe przemądrzanie się na lekcjach było tak irytujące, że nie dało się z nią wytrzymać godziny nauki, a co dopiero wybierać się z nią sam-na-sam na spotkanie. Dracon nigdy nie zwracał większej uwagi na dziewczęta z innych domów, od dziecka miał wpajone, że jedynie w Slytherin'ie może znaleźć kogoś wartościowego. Jak na razie Astoria nie była szczytem jego marzeń, ale starym się podobała, a to się liczyło. Dlatego nie mógł znaleźć racjonalnego powodu, dla którego jego najlepszy kumpel, z którym znał się od bobasa, tak diametralnie zmienił swoje zachowanie. Coś się musiało wydarzyć, rozmyślał blondyn, i muszę się dowiedzieć co, bo to niemożliwe, że Zabini tak po prostu stwierdził, że "Od dzisiaj będę się zadawalać całym hogwartowskim tortem". Z tym postanowieniem, jak gdyby nigdy nic wylądował, krzyknął do chłopaków, że trening skończony i udał się w stronę szatni. Po chwili dogonili go Blaise i inni kumple z drużyny: Adrian PuceyTheodore Nott, Marcus Flint, Terence Higgs i Graham Montague 
Dochodziła już pora obiadowa, więc wszyscy zgodnie skierowali się w stronę Wielkiej Sali, by uzupełnić zapasy energii i potem udać się na resztę lekcji, z których niestety nie byli już zwolnieni. 


6 komentarzy:

  1. No hej , to znowu ja :). Rozdział jest cudowny, ale troche nie moge sobie wyobrazić jak Blaise mówi do Draco : Drackie, Hermiona do Zabiniego : Zabi. Dla mnie jest to takie troche nienaturalne. P.S. Nikt nie wiedział o związku Draco & Hermiony, że Blaise do niej podbija? I tak ogólnie to się cieszę, że ich relacja będzie się wolno rozwijać, bo beznadziejnie byłoby czytać jak po kilku rozdziałach od razu sie calują, wyznają sobie miłość itp. Życze weny :3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo kochana! :*
      Użyłam formy "Drackie", jako że chciałam pokazać, że Blaise się nabija z Draco, dlatego trochę nienaturalnie to brzmi. :D Co do "Zabi", to po prostu chciałam uzyskać jakieś zdrobnienie, zastanawiałam się także nad "Zabe". Co o tym sądzisz, które lepsze? :)

      Usuń
    2. O, a co do Twojej wątpliwości o jawności związku Draco i Hermiony, to wielkie dzięki, bo kompletnie wyleciało mi z głowy, żeby dodać to do wstępu, bo to merytoryczny błąd. :)

      Pozderki,

      Xantia

      Usuń
  2. Wszystko fajnie, ale po piątym "Hermz" miałam przed oczyma ketchup Heinz :D Troszkę za infantylne postaci, a dialogi miejscami bardzo fajne, a miejscami troszkę przynudne - ale początki zawsze takie są, więc to żaden zarzut :) Moim zdaniem opisy wychodzą ci ciut lepiej. Pomysły mi się podobają np. ten o hogwardzkim trocie :). Muszę poczekać na rozwój wypadków, by się zorientować czy opowiadanie podbije moje serce czy nie :) Na chwilę obecną pozostaje mi życzyć Ci weny i wytrwałości!
    Pozdrawiam!
    Venetiia N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie za komentarz i konstruktywną krytykę. Jestem baaardzo początkująca, więc nawet malutka pochwała działa na mnie motywująco. :)
      Haha nigdy nie pomyślałabym, że ksywka Hermiony może kojarzyć się z ketchupem, you made my day! :D

      Pozderki,

      Xantia

      Usuń
  3. Hmm... Mniej zdrobnień imion i będzie dobrze :) Zdrobnienia się źle kojarzą :) Ogólnie rozdział dość ciekawy :) Zobaczymy co będzie dalej :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy ślad Waszej obecności, w postaci nawet najkrótszego komentarza. To naprawdę napędza mnie do dalszego działania! :)